O tym jak Bóg nauczył mnie latać

Kiedy szybuje się wysoko w powietrzu, patrząc na maleńki świat, trudno nie pomyśleć o tym jak fantastycznie został on stworzony i jak cudownie, że możemy być jego częścią.

Pan Bóg nie tylko sprawił, że mogłam pojechać do Chorwacji i odbić się od ziemi naprawdę wysoko, ale przede wszystkim codziennie sprawia, że spełniają się moje największe marzenia w często zaskakujący sposób.

Sam wyjazd był fantastyczny! Chorwacja jeszcze piękniejsza niż pamiętałam. Nawet upał tak bardzo nie doskwierał, kiedy spacerowało się wąskimi uliczkami w przemiłym towarzystwie lub żeglowało w powietrzu wysoko nad drzewami. Co prawda  nie obeszło się bez incydentów – dwie osoby lądowały na drzewach (w tym ja, choć to była wersja lajtowa ;)), jedna przydzwoniła w stok, a inna została na jakiś czas paralitykiem. Mieliśmy też przypadek wieloosobowościowej głębokiej dysfunkcji startowej (Deep Starting Disorder)… ale zakończenie było szczęśliwe jak w każdej dobrej bajce 🙂

Dla mnie to był ostatni duszpasterski wyjazd i czas wielu podsumowań. Za chwilę bowiem zaczynam zupełnie nowy rozdział swojego życia w zakonie Sacre Coeur… Wiele musiało się wydarzyć nim doszłam tu gdzie teraz jestem. Wszystko jednak było ważne i cenne – nie wymazałabym ze swojego życia nawet jednego dnia. Musiałam płakać, by odnaleźć radość; musiałam zweryfikować swoje marzenia, by odnaleźć szczęście i musiałam pojechać na drugi koniec świata, by przypomnieć sobie, że Jezus jest moją największą Miłością i by dostać zaproszenie, którego nigdy się nie spodziewałam.

Kiedyś chciałam, żeby Bóg dał mi siłę, bym mogła szybciej biegać. On nauczył mnie latać.

Reklamy

Bliżej Nieba

Minęły 2 tyg. Dużo i niedużo. „Jak się czujesz po powrocie?”. „Jakbym nigdy nie wyjechała” – odpowiadam. To dziwne uczucie, którego się nie spodziewałam. Trzy lata temu europejska rzeczywistość uderzyła mnie z ogromną siłą. Nie umiałam się odnaleźć w zachodnim świecie po tym co widziałam w Afryce. Tym razem wróciłam do domu. Może dlatego, że jestem dojrzalsza o wiele doświadczeń i widzę trochę więcej. Ani w Polsce nie jest lepiej, bo żyjemy w wolnym, pięknym i całkiem bogatym kraju, ani w Kenii nie jest lepiej, bo ludzie żyją dniem dzisiejszym i potrafią cieszyć się z małych rzeczy… ale najlepiej jest tam, gdzie umiemy znaleźć Boga i pokój serca.

Tym razem odnalazłam się na Słowacji. Prawdziwie był to czas bliżej Nieba. Nie tylko dlatego, że naprawdę udało się polecieć całkiem wysoko i poczuć wiatr wolności we włosach, ale przede wszystkim dlatego, że było czuć Bożego Ducha między nami. W porannym śpiewaniu, w drobnych codziennych gestach, w naszych słowach i nawet w cichym poszczekiwaniu biegającej Myszy.

Miałam okazję mocno odczuć łaskę od Pana Boga, kiedy bezbłędnie udawały mi się starty, ale zarazem powalczyć z własną słabością kiedy po raz kolejny nie umiałam dobrze wylądować. I jedno i drugie tak bardzo potrzebne nam jest do wzrastania. Był to jednak przede wszystkim czas wdzięczności za wspólnotę ludzi, którzy szukają tego co ja i wzajemnie wspierają się w tych poszukiwaniach.

Dziękuję za piękny czas łaski. Za to, że Ewa znalazła Adama. Za świadectwo Tosi, która połamała się pierwszego dnia i nie oddawszy ani jednego lotu potrafiła się dzielić z nami swoim uśmiechem. Za pomyślne wiatry i chłodną wodę w jeziorze; za ciepłe wieczory i niesplątane linki; za to, że po raz kolejny przypomniałam sobie, że „ci, którzy Jahwe ufają” nie zawiodą się nigdy.

Tymczasem paralotnie polecam każdemu, kto chciałbym choć na chwilę wzbić się w powietrze. Szczegóły na www.latanie.waw.pl

 

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 138,328 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Wrzesień 2017
    Pon W Śr C Pt S N
    « Sier    
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    252627282930