Medalik, Duch Św. i Miecz, czyli tydzień czwarty

dwie Ewy naszej wspólnoty 🙂

Ten tydzień rozpoczęłyśmy od poważnego świętowania. Była wspólnotowa Msza, potem uroczyste śniadanie, uroczysty obiad i uroczysta kolacja. Wszystko to za sprawą przyjęcia mnie i Gosi (drugiej Kandydatki) do Zgromadzenia. Dostałyśmy medaliki ze św. Matką Założycielką – Magdaleną Zofią Barat, które możemy teraz z dumą nosić 🙂

Również z innych powodów, tydzień rozpoczął się całkiem ciekawe, bo tym razem zamiast elektroniki samochodowej, wdrażana byłam w tajniki fachu hydraulicznego. Pojęcie spirali hydraulicznej nie jest mi już obce 😉 A pomyśleć, że jeszcze niedawno wydawało mi się, że zakonnice to panienki z dobrych domów, co zajmują się tylko wyszywaniem i pieczeniem ciast 😉

________________________________________________

W czwartek zupełnie przypadkiem trafiłyśmy na Mszę dla kandydatów do bierzmowania z naszej parafii. Twarze nam już znane, bo w ramach przygotowań mają obowiązek raz w tygodniu być na różańcu i Mszy, więc co i rusz się na nich natykamy. Tym razem był ich jednak cały kościół i był to widok raczej tragiczny. Tu ktoś gadał, tam się śmiali, gdzieś indziej ktoś coś klikał na telefonie. Nawet ci, którzy się przyzwoicie zachowywali, zdawali się być zupełnie niezainteresowani tematem. Pierwsza moja reakcja była złością: „po co wy tu w ogóle jesteście, jeśli zupełnie tego nie czujecie? czy ktoś wam kazał przyjmować bierzmowanie? pewnie się boicie, że ślubu wam nie dadzą – a po jakie licho wam ten ślub w kościele jak Pan Bóg was zupełnie nie obchodzi!?”. Potem jednak złość mi przeszła i uświadomiłam sobie bardzo smutną prawdę – ja byłam dokładnie taka sama w ich wieku…

Swojego bierzmowania nie pamiętam prawie wcale. Pamiętam, że nie znosiłam swojej katechetki. Kazała nam na uroczystość założyć spódnice, więc – na złość jej – uszyłam sobie specjalnie spodnie. Sam sakrament nic dla mnie nie znaczył. Pan Bóg niby był w jakiś sposób ważny, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam w jaki i zdecydowanie bardziej się Go bałam niż potrafiłam kochać…

I mam dziwne przeczucie, że ta Łaska i ten Duch, którego wtedy otrzymałam zupełnie niezasłużenie, do dziś rozpala moje serce w miłości do mojego Stwórcy i z każdym dniem uzdalnia mnie do tego, bym mogła Panu Bogu służyć jak najlepiej.

Zastanawiałam się, co ja bym teraz mogła powiedzieć tej młodzieży, która tak bardzo zajęta sobą, swoimi sprawami, zaistnieniem w grupie, byciem „kimś”, że nie ma tam zupełnie miejsca dla Jezusa. Stwierdziłam, że nie wiem. Do mnie by nic nie przemówiło, nikogo bym wtedy nie posłuchała, a już na pewno nie jakiejś zakonnicy, która codziennie biega na Mszę do kościoła 😉 Więc teraz po latach mogę tylko powiedzieć, że dziś żal, że swojego Bierzmowania nie przeżyłam z należytą radością, że nie pozwoliłam sobie, by się otworzyć na Boga i już wtedy zrozumieć więcej. Może moje życie potoczyłoby się inaczej… a może właśnie tak na około miało być…

____________________________________________

Tymczasem od piątku gościliśmy u siebie „Rekolekcje z mieczem” organizowane przez Wspólnotę Życia Chrześcijańskiego. Niesamowita sprawa! Przyjechało 30 panów w bardzo różnym wieku – od 21 do 50 lat. Pochodzą z różnych miast i robią bardzo różne rzeczy w życiu. Połączyło ich jedno – pragnienie bycia prawdziwymi mężczyznami w świecie ospałych lalusiów i agresywnych macho-menów. I wspaniale, bo wszak i my chcemy być w głębi serca prawdziwymi kobietami wśród prawdziwych mężczyzn! Nie wiem co się dzieje na samych zajęciach, mogę Wam jednak zdradzić, że naprawdę przywieźli ze sobą miecze – jak mówią – do walki duchowej. Zostałam natomiast zaszczycona zaproszeniem na rekolekcyjne Msze. Serce wyrywa się do Nieba jak się słyszy kilkadziesiąt męskich głosów śpiewających Anioł Pański na czele z o. Rafałem, w którego głosie wyraźnie czuć zaśpiew operowy 🙂

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że James Bond jest ideałem, którym chciałby być każdy mężczyzna i z którym chciałaby być każda kobieta. No cóż… chyba jednak nie chciałabym być jedną ze 120 dziewczyn Bonda i tylko pięknie wyglądać przy jego akcjach… ale wiem kto mi dużo bardziej imponuje. Ideał mężczyzny, który jest łagodny, ale zarazem stanowczy; opiekuńczy, ale zarazem dający wolność; Pokorny, ale wiedzący czego chce; gotowy oddać życie za tych których kocha. To po prostu Jezus… i każdy mężczyzna, który chce iść Jego śladem. Dlatego od mężczyzny przelatującego samochodem przez urwiska, wolę tego który klęczy wpatrzony w Najświętszy Sakrament. Dziękuję weekendowym rekolektantom, że są jeszcze tacy mężczyźni 🙂

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 139,690 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Październik 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Wrz   List »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    293031  
%d blogerów lubi to: