Pożegnanie z Afryką – cz. II – Nyahururu

Nyahururu to mój drugi dom. Nie raz o tym pisałam, ale to ważne, a ważne rzeczy warto powtarzać. Z półki w office’ie SM zgarnęłam książkę pt. ‚Our Father’ – okazało się, że to zbiór wszystkich przepięknych modlitw, jakie czytane są wtorkowo w czasie cotygodniowych spotkań. Zdobyłam też śpiewnik i zrobiłam ostatnie zakupy w Marleen. To pożegnanie nie było łatwe…

Już od początku było trochę smutno. Okazało się, że zupełnie niespodziewanie rodzina Karolaków wyemigrowała do Walii, a o. Gabriel jest we Włoszech i prędko nie wróci… moje dni wypełnione były jednak po brzegi, więc nie miałam za bardzo okazji do smutku.

W czwartek zrobiłam sobie jednodniową wycieczkę do Nyeri, a w piątek wybrałam się na pożegnanie z franciszkanami i Matką Boską w Subukii. Tam też zmiany, bo po kapitule już nie zastałam o. Kazika, który został szefem i wyemigrował do Nairobi 😉 Po raz ostatni wdrapałam się na górę po stacjach drogi krzyżowej do świętego źródełka. Zatrzymałam się przy ostatniej stacji – „złożenie do grobu” – i zadumałam się nad tym symbolem. Wydaje się, że to koniec. Rozdział zamknięty, więcej nic się już nie stanie. Można się rozejść do domów… a jednak to nie koniec, a dopiero początek! Wszak umiera się tylko po to, żeby zmartwychwstać. Tak i mój wyjazd się kończy, ale to nie koniec, a zaledwie początek. Teraz dopiero zaczyna się życie, które zweryfikuje ile przywiozłam uśmiechu i nadziei, ile zostawiłam radości i pokoju, ile miłości pomnożyło się przez ten rok.

W sobotę zaliczyłam ogromną imprezę w Talitha Kum – dzień otwarty, który był głównym powodem przyjazdu do Nyahururu właśnie w tym tygodniu. Mnóstwo zaproszonych gości mogło podziwiać liczne występy dzieci, zarówno z domu jak i okolicznych szkół. Najbardziej urzekł mnie tradycyjny taniec kikuyu przygotowany przez jedną ze szkół podstawowych. Już sam pomysł wydaje się śmieszny, bo kikuyu to w tej chwili plemię biznesmenów 😉 Wszystkiego było jednak za dużo i ja w pewnym momencie czułam się już zmęczona występami – takie spędy to nie dla mnie 😉 – zmyłam się więc w miarę wcześnie, a do TK wróciłam jeszcze w niedzielę na moje prywatne pożegnanie.

Poza tym żegnając się z Anastazją z VCT postanowiłam spontanicznie, że zrobię sobie test na HIV. Było to dosyć ciekawe doświadczenie, bo te 10 min nie było pozbawione emocji. Nie byłam w żaden sposób narażona na działanie wirusa, a jednak jakiś nieuzasadniony lęk odzywał się w środku i mówił „a co jeśli…?”. Wyobrażam sobie jak trudna to decyzja o pójściu na badanie dla kogoś kto ma podstawy żeby się obawiać…

Na pożegnalną herbatkę dotarło sporo osób. Chris, Hilda i Alice, z którymi się zżyłam w PRze; Anthony, z mojego ukochanego departamentu ANV; Moses – bratnie dusza z działu księgowości; Anastazja z VCT z synkiem; włosi – Mauro i Ciara z dzieciakami; Janet z Effathy zawsze uśmiechnięta mimo przeciwności oraz Maurice, który zawsze mówi „cześć” jak mnie widzi – poznałam go jeszcze w Polsce kiedy przyjechał zabrać do Kenii Agnieszkę z Dominikiem (ach, kiedy to było…) Wiele jednak więcej dobrych znajomych z Nyahururu, których ciężko nawet zliczyć 😉

Oprócz tego wszystkiego, pożegnanie z moją kenijską Mamą, dzięki której czuję się tu jak w domu 🙂

Zdjęcia znajdziecie tutaj.

Czas teraz na etap ostatni z ostatnich – Nairobi.

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 139,690 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Lipiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Czer   Sier »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    3031  
%d blogerów lubi to: