Wyprawa na cztery wzgórza – cz. II – Lipus

Z Kituruni wyruszyłyśmy po południu w obstawie trzech panów i dwóch sztuk broni długiej. Niestety rejony wokół lasu są równie piękne co niebezpieczne – zupełnie jak pustynia. Żeby przedostać się do Lipus – kolejnej wioski na naszej drodze – trzeba najpierw pokonać głęboką dolinę, a potem wdrapać się na pobliskie wzgórze. To piękna godzinna wędrówka, która przypomniała mi jak bardzo tęsknię za górami 🙂

Lipus to mała wioska zgromadzona w jednym miejscu. Jest tu sucho i trudno o jakiekolwiek jedzenie. Poza szkołą i nowo-postawioną szklarnią nie ma tu zupełnie nic. W tej wiosce jako jednej z pierwszych ruszyła edukacja pasterzy. Tu też długi czas działał David, jeden z wolontariuszy pomagający Kanini, więc byłyśmy przekonane, że zobaczymy dużo dobrego. Tym trudniej zrozumieć dlaczego historia Lipus jest bardzo smutna…

Jak zwykle rozeszło się o pieniądze. I to nawet w dwóch postaciach. Po pierwsze „pensje” dla nauczycieli – to tylko 120 zł miesięcznie, a jednak stoczyła się o nie wojna, bo nauczycieli było dwóch i nikt nie potrafił osądzić kto tak naprawdę ile uczył. David też podczas swojego pobytu brał się za uczenie i twierdził, że pozostali nic nie robią… jedna wielka masakra. Dodatkowo w grę wchodzą lampy słoneczne, które David, jak się okazało, porozdawał rodzinie pewnego wojownika, jakby były jego własnością i nauczycielom nie udawało się ich nawet zabierać na wieczorne lekcje. Obecnie żadne nauczanie się tam nie odbywa, a wojownicy wszyscy są bardzo chętni do nauki. Katastrofa…

To wszystko skłoniło mnie do refleksji. Dlaczego ci ludzie nie chcą sobie nawzajem pomagać? Dlaczego każdy zagarnia w swoją stronę? Czemu ten, który doświadczył dobra od kogoś innego nie chce przekazywać tego dobra dalej?… Często obijała mi się o uszy opinia, że dopóki w Afryce działali głównie biali misjonarze z zagranicy, to jeździli do wszystkich najmniejszych wiosek, nie zważali na nic i bez wytchnienia pomagali ludziom. Kiedy nastała era lokalnych księży, nagle taka jedna wioska czeka 5 lat na Mszę Św… To jednak wszystko zaczyna składać się w mojej głowie, kiedy pomyślę, że żeby dawać, trzeba najpierw otrzymać. Mi łatwo jechać do dalekiej wioski i spać w skromnych warunkach, bo spędziłam większość swego życia w luksusie (to zdecydowanie luksus w porównaniu do tego jak tu ludzie żyją!!). Łatwo mi spędzić cały dzień bez jedzenia (u nas nawet mawia się, że dzień głodówki dobrze działa na organizm), bo nigdy nie przeżyłam nawet jednego dnia, w którym rezygnacja z posiłku nie byłaby moją prywatną decyzją. Może ciężko oczekiwać od ludzi, którzy nigdy nic nie mieli, by dawać innym, kiedy już to niewiele uda im się zdobyć…

Z Lipus bardzo podłamane ruszyłyśmy na kolejne wzgórze, gdzie znajduje się wioska o nazwie Songa. To jedna z wiosek, gdzie edukacja jest w bardzo dobrym stanie. Prawie wszyscy tam umieją już czytać. Nie zatrzymałyśmy się tam na długo, bo nasz cel znajdował się dalej, ale urzekła mnie jedna chatka, gdzie białą kredą naskrobane było „Happy X-mas” 🙂

c.d.n…

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 140,071 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Czerwiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    252627282930  
%d blogerów lubi to: