Wyprawa na cztery wzgórza – cz. I – Kituruni

 

Do Kituruni dojechałyśmy publicznym transportem, który przewozi codziennie kobiety sprzedające mleko. W połowie drogi dołączyła do nas owca, a pod koniec pewna bardzo uparta krowa, kŧórą podobno napadła hiena. W kolejne dni została zaplanowana długa wycieczka po okolicznych wioskach, więc w naszych bagażach znajdowało się sporo prowiantu na wszelki wypadek oraz 5 litrowa butelka z wodą.

Dobrze, że po dotarciu do wioski przypadkiem znalazł się szybko lokalny katecheta, bo w Kituruni nie miałyśmy konkretnego miejsca na nocleg. Szybko jednak udało się znaleźć bardzo gościnną mamę, która przyjęła nas nie tylko odstąpieniem swojego łóżka, ale również niesamowicie przepysznym jedzeniem, a na sam koniec nie chciała od nas nawet grosza w zamian za tę gościnę. Dziękujemy! 🙂

W Kituruni planów było sporo. Jednym z nich było odwiedzenie peace club w lokalnej podstawówce. Zrodził się tam ciekawy pomysł na wymianę listów między klubami w szkołach Rendille i Borana. Pierwszy list został napisany i zostanie dostarczony już wkrótce na drugą stronę. Spotkałyśmy się z klasą 7 i 8, ale w sumie nie było ich więcej niż 25 osób. Niewielu udaje się uciec przed obowiązkami domowymi, jakie nakłada na nich kultura plemienna i pójść do szkoły. Jednak ci, którym się udaje, dają z siebie wszystko, by osiągnąć w życiu swoje marzenia.

Kolejnym punktem do zrealizowania było spotkanie z wojownikami, którzy wraz z tymi z Bandassy (o czym pisałam wcześniej) udali się niegdyś do Nairobi na wspólny warsztat. Spotkanie musiało być nieco zmodyfikowane, bo główny szef wojowników był chory (wycinali mu migdałki…), ale w końcu doszło do skutku ku radości wszystkich zgromadzonych 😉

Zupełnie nieoczekiwanym punktem programu okazał się za to pogrzeb. W kulturze Samburu zmarłych grzebie się natychmiast. Kobieta, która jeszcze podczas naszego przyjazdu miała się całkiem dobrze, zmarła kolejnego dnia rano, a o 14:00 już leżała w grobie! Jest to dość makabryczne, gdyż z powodu braku lekarzy, którzy są w stanie stwierdzić zgon, bardzo łatwo można kogoś pogrzebać żywcem… Oczywiście nie ma tu mowy o tym by ktokolwiek przygotowywał trumnę. Kobieta, która podobno cierpiała na raka piersi, została zawinięta w chustę, związana sznurkiem i włożona do grobu przez swoich dwóch najstarszych synów. Niech spoczywa w pokoju…

Po pogrzebie czas było ruszać w dalszą drogę… c.d.n.

Galerię z Kituruni znajdziecie tutaj.

 

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 139,690 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Czerwiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    252627282930  
%d blogerów lubi to: