Życie na plebanii

O. Jose to ciekawa postać w okolicy. Jest jedynym księdzem w parafii Soweto w Nairobi. Wkłada w swoją pracę mnóstwo serca, a jego parafianie szczerze go kochają. W niedzielę na trzech Mszach ogromny kościół jest pełen po brzegi, a w dni powszednie przychodzi nawet 60 osób. Zgromadzenie Misjonarzy Werbistów (SVD) oprócz parafii prowadzi też szkołę podstawową i mnóstwo różnych grup – od młodzieżowej po grupy mężczyzn i kobiet. Tutaj każdy parafianin musi przynależeć do jakiejś grupy, bo inaczej pozbawiony jest tożsamości. Jest kilkadziesiąt grup z tzw. Small Cristian Community (mała wspólnota chrześcijańska), a dzieci są albo w grupie ministrantów albo dziewczynek tańczących. Problem w tym, że niektórzy ministranci nie są nawet ochrzczeni… Parafia ma też bardzo dobry chór, który właśnie zdobył drugie miejsce wśród chrześcijańskich chórów Nairobi! To co w jakiś sposób mnie tu zaskoczyło, to wielka pobożność parafian do święcenia przedmiotów – różańców, medalików, książeczek, obrazków i hektolitrów wody (nie mam pojęcia co później z nią robią!). Jest to obowiązkowy punkt po każdej Mszy św, kiedy ksiądz schodząc z ołtarza przystępuje do święcenia mnóstwa gadżetów na stoliku.

O. Jose jest nieco szalony – jak na Brazylijczyka przystało. Kocha swoich chrześcijan (jak o nich mówi), ale też trzyma ich krótko 😉 Nie ma grania w piłkę na boisku, jeśli chłopaki wcześniej nie wzięli się do roboty z łopatami na placu. Jest też bardzo dobrze zorganizowany i ogarnia wszystkie formalności parafii, szkoły, raporty zakonne… trochę tego jest! On jednak zamiast być tym przytłoczony, potrafi z poczuciem humoru działać każdego dnia, a jak jest okazja wybierze się też na imprezę i będzie tańczyć do rana 🙂

W zeszłym tygodniu przy okazji załatwiania spraw w urzędzie, miałam okazję gościć w głównym domu werbistów w Nairobi. Przez przypadek poznałam polskiego księdza, ale dopiero po fakcie się dowiedziałam, że to Polak, bo przeprowadziliśmy krótką rozmowę po angielsku i zapomniał zapytać skąd jestem 😉 Zjadłam tam też pyszne śniadanie z grzankami i żółtym serem, a potem urzekła mnie naklejka na lodówce z napisem „Everybody needs something to believe in. I believe I will have another beer” 😉 (gra słów ciężka do przetłumaczenia: „każdy potrzebuje w coś wierzyć. ja wierzę (myślę), że wypiję jeszcze jedno piwo”)

W piątek miałam też okazję wybrać się z parafianami na króciutkie skupienie do tzw. Ressurection Garden. To duży ogród gdzie są stacje drogi krzyżowej, stacje z działalności Jezusa, porozsiewane wielkie kolumny z cytatami z psalmów i modlitwą Ojcze Nasz w kilkudziesięciu językach. W ogrodzie obowiązuje absolutna cisza, co bardzo sprzyja rozmowom z Bogiem. Mieliśmy tam 2h na swoją własną modlitwę, co było pięknym i owocnym czasem.

Tak więc dobrze mi tu na przedmieściach stolicy, gdzie wypoczywam i wracam do pełni sił. Jutro ostateczne badania, które wykażą czy mogę już wracać na północ 🙂

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 140,071 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Czerwiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    252627282930  
%d blogerów lubi to: