Kenya Trip – cz. IV – kość słoniowa i niemiecki ksiądz

Po Malindi i Lamu przyszedł czas na turystyczną stolicę Kenii – Mombasę. Przemknęliśmy przez nią w jeden dzień i to było wystarczające. Wzdłuż całego wybrzeża plaże pozamykane są dla prywatnych hoteli, więc wszędzie roi się od turystów, a w czasie świąt miasto zatłoczone jest również Nairobiańczykami (taka Warszawka lansująca się na Helu ;))

Dla mnie wiele ciekawego do zwiedzania nie było, bo Fort Jesus już widziałam wcześniej (Mariuszowi i Dorocie chyba się podobało :)), więc ucieszyłam się tylko nadrobieniem zaległości w postaci sławnych słoniowych kłów na ulicy Moi Avanue. Miło było też znowu skosztować kokosów (nareszcie trafiłam na dobry sezon!) i czipsów z kassawy.

Tymczasem bardzo niecodzienna okazała się Msza. Szczególnie zaskoczeni byliśmy wszyscy przez zbiórkę pieniędzy, gdzie zapraszali organizacje i prywatne osoby do złożenia ofiary na diecezję, po czym głośno wyczytywali wpłaconą kwotę – gorzej niż na polskiej wiosce 😉 Zostaliśmy też powitani jako goście i poproszeni o powiedzenie kilku słów 🙂 Jeszcze przed Mszą nasz kolega z Mombasy chciał nas zapoznać ze swoim niemieckim duszpasterzem (dla kolegi wiele różnicy między Niemcami a Polską nie było ;)). Całkiem ciekawa jest jego historia, bo całe swoje życie spędził na parafii w Niemczech, a po odejściu na emeryturę (po 60-tce) poprosił o przeniesienie do Afryki. Był trochę w Afryce środkowej, a ostatnie kilka lat spędził w Kenii. Parafianie są bardzo szczęśliwi z powodu jego obecności. Podobno zdziałał cuda dla zjednoczenia lokalnej społeczności i budowania pokoju oraz sprawnie działa na innych polach, mimo prawie 80 lat i poważnej wady słuchu. Powiedział coś co bardzo zapadło mi w pamięć – „na co dzień nie pamiętam, że jestem biały, bo przecież siebie nie widzę”. Też często to odczuwam! – jestem gdzieś w jakimś miejscu i niby wszystko jest w porządku… zanim się nie zorientuję, że jakoś mnie inaczej traktują (i to działa w obie strony – i dobrą i złą) Wtedy do mnie dopiero dochodzi, że nie jestem czarna – i jakby nie patrzeć, nigdy nie będę…

Skromna galeria z Mombasy jak zwykle na picasie.

__________________________

Jutro o świcie wyruszam nad jezioro Turkana na festiwal kulturalny – relacja wkrótce 🙂

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 139,688 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Maj 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Kwi   Czer »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  
%d blogerów lubi to: