Święta na kenijskiej prowincji

Boże Narodzenie w Kenii było od początku do końca nietypowe. Moja mini-wigilia z rybą po grecku i opłatkami musiała odbyć się w godzinie lunchowej, bo wieczorem zaproszeni byliśmy do pastora na kolację. W pierwszy dzień świąt natomiast wyruszyliśmy razem z moją kenijską rodziną do babci, która mieszka w okolicach Molo, a dokładniej na terenie zwanym Baraka Farm, czyli Błogosławiona Farma (a może Farma Błogosławieństw :)) Prócz naszej trójki dotarły jeszcze dwie córki, kilka wnuczek i wnucząt oraz jedna mała prawnuczka. To bardzo niewielka część całej rodziny. Z powodu jednak ogromnej inflacji i strasznych podwyżek kosztów transportu, reszta postanowiła spędzić święta w swoich domach. Na zdjęciu Mama Allen i jej mama w drugim rzędzie od prawej.

Na farmie spędziłam spokojne dwa dni bez prądu, wody, cywilizacji… robiłam zdjęcia biegającym kurom, jadłam grillowaną kukurydzę, słynne nyama choma (danie wybitnie kenijskie – trochę jak nasza karkówka z grilla ;)) oraz obowiązkową na święta kozę. Największą dla mnie jednak radością kulinarną były śniadania, na które serwowano ciasto i mandazi (nie jakieś tam sklepowe badziewie, ale prawdziwe, pyszne, ręcznie robione przysmaki :)) Wynika to z faktu, że nikt nie będzie udawał się do miasta po chleb, ale dla mnie to oznaka prawdziwego świętowania.

Zakon w Molo

Drugi dzień świąt zaskoczył mnie niespodziewaną wizytą u Sióstr (jakiegoś amerykańskiego zgromadzenia, którego nazwy nawet nie spamiętałam), które zaprosiły nas na Mszę i herbatkę. Okazało się, że jedna z Sióstr była kiedyś w Polsce i wspomina z rozrzewnieniem Częstochowę, a ksiądz odprawiający Mszę przez ostatnie miesiące pisał pracę na temat L’Arche w st. Martin 😉 Świat jest mały – mniejszy od Piaseczna!

Ś.P. Dziadek

Babcia Allena, to sympatyczna pani przed 80-tką. Emerytowana nauczycielka, więc mówiąca po angielsku, bardzo żywotna i uśmiechnięta. Z zachwytem patrzyłam jak wieczorem przy świetle lampy naftowej struga z kawałka drewna nożem wykałaczki. Swojego męża straciła 40 lat temu, a w ostatnich 10 latach również dwójkę dzieci. Jest też bardzo dzielna, mieszkając tam gdzie mieszka. Okolice Molo to jedno z najbardziej w ostatnich latach wyludnianych miejsc w Kenii. Są tu bardzo żyzne tereny, gdzie niegdyś kwitło życie i gdyby nie 2007 rok pewnie kwitło by dalej… W zróżnicowanej etnicznie części Kenii, przy każdych wyborach wybuchały jakieś zamieszki. Te jednak które nastały w 2007 roku (kiedy większość Kenii doświadczyła wojny domowej) okazały się gwoździem do trumny mieszkańców Molo.  Większość się spakowała i postanowiła nigdy przenigdy tam nie wracać. Babcia Allena wróciła. Odbudowała swoją całkiem przepastną posiadłość i próbowała poukładać sobie życie. Niestety po tylu latach wciąż nękają ją kradzieże – ginęło jej bydło, okradali jej dom, pozbawili nawet paneli słonecznych, które niegdyś były źródłem prądu. Wydaje się jednak, że pogody ducha i nadziei nikt nie zdołał jej odebrać!

Jestem wdzięczna za takie święta, które z wielu powodów trudne, ale jednak pozwalające zobaczyć, że w Bożym Narodzeniu jest dużo więcej do odkrycia niż prezenty, kolędy i świecąca choinka…

Zdjęć nie ma wiele, ale trochę znajdziecie na picasie.

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,018 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Grudzień 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « List   Sty »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
%d blogerów lubi to: