Szkoła naszych marzeń

Kilka tygodni temu przyszły z drukarni wielkie pudła z tysiącami małych książek pt. „Dear…”. Michael twierdzi, że to bardzo szczególna książka. Kiedy pani edytor przyniosła wstępną wersję po korekcie miała łzy w oczach – podobno to się nigdy nie zdarza, bo edytorzy to ludzie o kamiennych sercach 😉 Kiedy tekst szedł do złożenia okazało się, że wszystko idealnie się wpasowuje w ramy strony, nie potrzebne były poprawki. Nawet fotograf zadowolony był ze swoich zdjęć, które w dziwny sposób pasowały do tytułów, mimo, że wcześniej ich nie znał… To specjalna książka. Gorąco polecam Wam jej przeczytanie. Dwa egzemplarze wraz z innymi pozycjami z st. Martin, znajdziecie w DĘBowej biblioteczce (w razie problemów z dotarciem do nich, dawajcie znać). Poniżej dla zachęty tłumaczenie pierwszego z 8 listów, które składają się na książkę.

List pierwszy:
„Od współzawodnictwa do współpracy”

Jestem prostą matką ze wsi, która chce jak najlepiej dla swoich dzieci i chce dać im lepsze życie niż moje własne. Kiedy mój najstarszy syn był wystarczająco duży, wzięłam go za rękę i poprowadziłam go do szkoły, mając nadzieję, że to zapewni mu przyszłość, na którą zasługuje. Pracowałam dorywczo, nie jadałam wszystkich posiłków, rezygnowałam z różnych zakupów po to by móc opłacić pobyt w szkole. Spędzałam coraz mniej czasu z nim po to, by on mógł spędzać więcej czasu ze swoimi nauczycielami. Życie było ciężkie, ale nigdy tego nie żałowałam. Jeśli szkoła była w stanie dać mojemu dziecku jasną przyszłość, żadne poświęcenie nie było zbyt wielkie.

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o mojej koleżance Jane, jej poświęcenie było tragedią. Jane była wdową. Miała dwóch synów, Job’a i Timothy’ego. Jej najstarszy syn, Job, nie miał wystarczająco dobrych wyników, aby dostać się na studia na publicznej uczelni i chciał studiować prywatnie. Niestety jego mamę nie było na to stać. Pewnego poranka poszedł do kuchni, gdzie mama przygotowywała śniadanie. Wywiązała się kłótnia między nimi. Job zażądał, by matka sprzedała swoją ziemię i zapłaciła za jego studia. Ona odmówiła, tłumacząc, że jeśli sprzedałaby ziemię, zostaliby bez niczego. On nalegał, mówiąc, że bez dyplomu, on zostaje bez niczego. Job stał się tak wściekły, że złapał nóż kuchenny i dźgnął swoją matkę. Kiedy sąsiedzi przyszli, ona już nie żyła. Zapytali Timothy’ego o to co się wydarzyło i byli tak rozwścieczeni przez to co usłyszeli, że wzięli ten sam nóż i zabili Job’a.

Niektórzy mogą myśleć, że to tylko kolejna historia chłopca ze skrzywioną psychiką albo linczu dokonanego przez sąsiadów, ale inni, jak ja, nie mogą powstrzymać się od refleksji:  gdybym ja była na jej miejscu i mój syn zażądałby pójścia na studia, czy mogę być pewna, że ten sam los nie spotkałby mnie? W końcu Jane była moją koleżanką; wiem, że robiła wszystko co najlepsze dla swoich dzieci. Job był kolegą mojego syna; wiem, że był dobrym człowiekiem. Jane z pewnością miała wpływ na zachowanie swojego syna, ale jeśli statystyki pokazują, że 80% dziennego czasu dziecka jest kontrolowane przez szkołę, a tylko 3% dostępne jest dla rodziców, kto jest bardziej odpowiedzialny? Mawialiśmy kiedyś, że „trzeba całej wioski, żeby wychować dziecko”, ale dziś „wioska” została zastąpiona przez „szkołę”.

Po zadaniu sobie tych pytań, zaczęłam bardziej krytycznie patrzeć na szkoły, zastanawiając się czy ich owoce są rzeczywiście tak dobre, jak obiecują. Zaczęłam odczuwać, że moje dzieci nie wynoszą stamtąd takich wartości, jakie przyniosą im szczęście. Nie uczą się jak używać swoich talentów dla dobra społeczeństwa, ale jak używać społeczeństwa dla swoich własnych celów. Nie uczą się o swoim powołaniu do służby, ale o swoim powołaniu do władzy. Nie uczą się jak być szczęśliwymi z tym co mają, ale jak pożądać tego czego nie mają. Nie uczą się jak się dzielić, ale jak gromadzić; nie jak współpracować, ale jak współzawodniczyć. Nie uczą się jak mówić „my”, ale „ja”.

Nasze dzieci mogą spędzić całe lata ucząc się jak dobrze zdawać egzaminy, ale najważniejsze rzeczy w życiu (i nawet w edukacji) nie mogą być zmierzone czy przeegzaminowane. Nasze dzieci mogą skończyć szkołę wiedząc jak uzupełnić puste miejsca po znakach zapytania, ale są nieprzygotowane do prowadzenia szczęśliwego życia, bycia odpowiedzialnymi obywatelami, podejmowania właściwych decyzji dla siebie, swoich rodzin i społeczeństwa.

Kiedy Jane i Job zginęli, Timothy został sam. Jego dalsza rodzina pojawiła się natychmiast i nie była zainteresowana nim, a raczej jego własnością. Z radością wzięli dom Jane, ale nie bardzo wiedzieli co zrobić z Timothy’m. Na szczęście Mark i Lucy, rodzice z sąsiedztwa, usłyszeli jego historię i zgodzili się nim zająć, witając Timothy’ego jako swojego czwartego syna.

Mark był genialnym uczniem, ale przestał chodzić do szkoły przez problemy finansowe. Patrzył na swoich znajomych studiujących na najlepszych uczelniach, podczas gdy sam pracował na rodzinnym polu. Żeby ulżyć sobie w bólu bycia zostawionym w tyle, popadł w problemy alkoholowe. W końcu jednak przyjął pomoc i dołączył do wspólnoty wsparcia.

Przez cały czas uzależnienia i abstynencji żona Marka była obecna, próbując wydobyć z niego to co najlepsze. Z jej pomocą, nauczył się mierzyć ze swoimi słabościami, zamiast je ukrywać. Z taką nową akceptacją, Mark był zdolny do wyciągnięcia ręki w stronę Timothy’ego i pomóc mu zmierzyć się z jego własnym bólem.

Mark i Lucy nie mają żadnych dyplomów i nie studiowali na żadnym uniwersytecie, stali się jednak doskonałymi nauczycielami w szkole życia. Gdzie Mark nauczył się takiej wytrwałości? Kto nauczył Lucy takiej cierpliwości? Kto nauczył ich hojności przyjęcia dziecka takiego jak Tymothy w swoim domu?

Ktokolwiek to był, z pewnością był prawdziwym nauczycielem. Gdziekolwiek się tego nauczyli, musiała to być prawdziwa szkoła, szkoła naszych marzeń.

Z poważaniem,
Joan

Reklamy
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,023 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Grudzień 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « List   Sty »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
%d blogerów lubi to: