Świętowanie życia Gladys Nduta Wachira

Miała 34 lata, była nauczycielką, matką małego Alexa, śpiewała w chórze swojego kościoła PCEA, miała pięcioro rodzeństwa – w tym siostrę Hildę, moją koleżankę z SM. Przez dłuższy czas przebywałam chora w szpitalu w Nyahururu. O poranku 13 listopada 2011 odeszła do Pana… to fragment życiorysu z małej książeczki, którą każdy dostał do ręki wchodząc na nabożeństwo pogrzebowe. Prócz tego można było w niej wyczytać program uroczystości, pieśni jakie będą śpiewane oraz hołd napisany przez rodzinę i przyjaciół.

Od pierwszych minut było inaczej niż u nas. Uroczystości rozpoczęły się od… sesji zdjęciowej przy trumnie. Wyczytywane były kolejne grupy do zdjęcia – najbliższa rodzina, dalsza rodzina, kuzyni, ciotki, przyjaciele… ja wpasowałam się w znajomych Hildy z pracy (niestety zdjęcie nie bardzo wyszło, bo wszyscy fotografowie ustawili się przy trumnie…).

Po zdjęciach rozpoczęło się nabożeństwo w Presbiterian Church of East Africa. Pomiędzy modłami charyzmatycznego pastora (których niestety nie rozumiałam) następowały kolejne występy chóru, nauczycieli z niedzielnej szkoły, dzieci ze szkoły Alexa…

Pierwszy raz widziałam jak rodzina i przyjaciele tańczą wokół trumny zmarłego… Różne grupy przygotowały też przemówienia. Nauczycielka ze szkoły przeczytała: „kochana Gladys, czy na pewno zdążyliśmy ci podziękować za to jak dobrze byłaś z nami? czy zdążyliśmy podziękować za twój uśmiech, który wszystkim dawał nadzieję? czy zdążyliśmy podziękować za twoją pomocną dłoń, której nie żałowałaś mimo choroby? dziś ci dziękujemy”.

Rodzina dostała pamiątkę z uroczystości i całe mnóstwo zgromadzonych gości wyruszyło w stronę domu rodzinnego Gladys, gdzie miał dokonać się pochówek (podobno w Kenii istnieją cmentarze, ale przyznam, że żadnego jeszcze nie widziałam) Za domem na małym poletku kukurydzy przygotowany był już wykopany dół. Nauczycielki przeniosły trumnę (pierwszy raz widziałam żeby robiły to kobiety), która wspólnymi siłami została wsunięta na miejsce swojego wiecznego spoczynku.

Potem odbyły się dwa obrzędy gdzie pastor wyczytywał kolejne grupy. Najpierw każdy miał okazję wrzucić do grobu trochę ziemi – niektórzy symbolicznie ręką, a niektórzy bardziej hojnie – łopatą, do momentu aż grób został całkowicie usypany. Drugim obrzędem było umieszczanie na grobie róż, które wkrótce pięknie udekorowały miejsce pochówku. Wszystko to odbywało się przy śpiewach, które zupełnie nie przypominały naszego pogrzebowego zawodzenia. Goście wyśpiewywali chwałę Panu Bogu, grając na bębenku i klaszcząc.

Na koniec oczywiście każdy mógł się posilić – nie ma uroczystości bez jedzenia! I tak ok 16:00, kiedy udawałam się do domu, wcale nie wyglądało jakoby miała się wkrótce zakończyć ta okoliczność trwająca od 10:00…

Trudno było tego dnia nie poczuć, że prawdziwie świętowaliśmy życie Gladys, a nie opłakiwaliśmy jej śmierć. Skoro takim była dobrym człowiekiem i tyle radości przyniosła na świat, to jakże nie dziękować Bogu za taki dar życia. Skoro teraz udawała się do lepszego świata, by spędzić wieczność z kochającym Bogiem, to jakże nie cieszyć się z tak pięknej chwili. Oczywiście były i łzy, bo ktoś stracił kogoś bliskiego, ale trudno było wśród tych łez nie dostrzec wiecznej radości.

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,023 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Listopad 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Paźdź   Gru »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  
%d blogerów lubi to: