Z wizytą w st. Rose

Mary (z przodu) i Apokot

Dziś po raz pierwszy na dłużej odwiedziłam ośrodek st. Rose, czyli dom dla dziewczynek ulicy. Tak naprawdę to nie z ulicy, ale raczej z rodzin, które nie potrafią się nimi zająć – często to ofiary gwałtów i przemocy rodzinnej. Nie wiem czemu nie zanotowałam tego wcześniej, ale dziewczynek jest tylko 4. Każda z nich zupełnie inna, ale wszystkie potrafiące się pięknie uśmiechać.

Mnie najbardziej urzekła Mary, która jest naprawdę piękna i radosna. Kiedy dotarłam rano do ośrodka, trwała lekcja matematyki. Mary zadziwiła mnie swoją bystrością, mimo, że wygląda na najmłodszą spośród domowniczek. Jej historia jest dosyć smutna, bo jej matka oskarża jej ojca o molestowanie, więc dziewczynka jest w ośrodku dopóki trwa proces. Badania lekarskie jednak niczego nie potwierdziły, więc wygląda na to, że matka po prostu chciała pozbyć się jej z domu i przy okazji wymusić jakieś pieniądze od ojca… Tragiczna historia jak się widzi tą uśmiechniętą istotę – kto by mógł nie chcieć takiego dziecka!

Wracając do lekcji matematyki… poziom każdej z dziewczynek jest zupełnie inny, więc w zasadzie odbywa się indywidualne nauczanie. Apokot np. nie umie w ogóle pisać, więc zastałam ją na kopiowaniu cyferek, co przychodziło jej z trudem, Mary dodawała po kilka liczb, Maggie próbowała mnożyć, a Eliza nadal dodawała jednocyfrówki.

Dziewczynki po lekcji przygotowały obiad. Był naprawdę całkiem smaczny. Jedna z nauczycielek opowiadała, że kiedy Eliza przyjechała do ośrodka, nie umiała zrobić nic – nawet samodzielnie się ubrać. Dziś świetnie sobie radzi i jest najlepszą kucharką w ośrodku. Serce się cieszy, kiedy się słyszy takie opowieści! Po obiedzie przyszedł czas na kolejną lekcję, która składała się z konkursu śpiewania i tańczenia 😉 Niestety jak na złość nie mogłam sobie przypomnieć żadnej angielskiej piosenki, więc stanęło na „taki mały taki duży”, co wyszło mi raczej kulawo, ale jako gość i tak wygrałam konkurs 😉

Dzień ogólnie sympatyczny, ale chyba jednak jeden wystarczy. Co jutro, zobaczymy.

Na koniec dodatek muzyczny. Mary zwana jest przez niektórych pieszczotliwie Merimella na cześć piosenki, która zdecydowanie mnie prześladuje, bo mam wrażenie, że słychać ją z głośników każdego przejeżdżającego motoru 😉

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=UJxGohCjCRI%5D
Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,018 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Listopad 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Paźdź   Gru »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  
%d blogerów lubi to: