Nairobi – pierwsze starcie

Droga w stronę stolicy przebiegła całkiem sprawnie. Mieliśmy dla siebie całe matatu, więc bez większych problemów znaleźliśmy się u sióstr Misjonarek św Rodziny. Część naszej ekipy została tam wspomagać budowę ośrodka rekolekcyjnego (podobno nieźle im idzie ;)), część ruszyła do tychże samych sióstr do tzw. „buszu”, a część została pod skrzydłami mojego kolegi Jeremiasza i jego wspólnoty akademickiej. Karolina zaś ruszyła sama w stronę Mombasy, by odkrywać tajniki języka swahili, którym zajmuje się w ramach studiów. Wydaje się, że wszyscy w dobrych rękach 🙂

Ja wieczór niedzielny spędziłam z dziewczynami i wspomnianą już wspólnotą. Ekipa się postarała i przygotowała pyszną kolację. Tak dobrego ryżu z kurczakiem w Kenii nie zdarzyło mi się jeść 😉 (O jedzeniu zresztą jeszcze będzie, bo to godne osobnego posta) . Noc spędziłyśmy w całkiem wypasionym europejskim mieszkaniu, jako że siostra jednego z chłopaków wyszła za Niemca… Jedyne czego brakowało to bieżącej wody – w Nairobi o to ciężko i jest tylko przez kilka godzin dziennie. To zupełnie inaczej niż w mojej wiosce, gdzie bliskość źródeł wodnych jest odczuwalna.

W poniedziałek swój dzień rozpoczęłam od wizyty w ambasadzie i od razu przypomniałam sobie jak to się godzinami można przemieszczać po Nairobi. 3h zajęło mi dojechanie tam i odbicie się od drzwi, bo przyjechał właśnie ambasador i nikt w związku z tym mnie nie chciał przyjąć. Zaprosili na kolejny dzień. No cóż. Dołączyłam więc do dziewczyn w Kiberze, gdzie miałam okazję zobaczyć studio tańca dla najbiedniejszych dzieci w okolicy i coś w rodzaju świetlicy, gdzie dzieci mogą odrobić lekcje i pobawić się przy świetle, którego zazwyczaj brakuje w ich domach. Wydaje się, że dobra inicjatywa! Wieczorny powrót do domu uświadomił mnie, że 3h do ambasady to całkiem malutko, bo tyle zajęło nam pokonanie zaledwie połowy tej trasy…

Wtorek zaczął się dla mnie podobnie jak poniedziałek, tym razem jednak w stronę ambasady ruszyłam sama (byłam z siebie bardzo dumna, że znalazłam właściwe matatu i wytłumaczyłam gdzie mam wysiadać :)). Cała wyprawa okazała się właściwie zbyteczna, bo pani powiedziała mi grzecznie, że na wybory mam zarejestrować się przez Internet, a o przedłużeniu pobytu w Kenii ona nic nie wie… przynajmniej jednak wiem gdzie 9ego powinnam się stawić 🙂 W południe byłam już w centrum, by powrócić do Nyahururu i tu zaczęły się moje powrotowe przygody. Kiedy zaszłam na miejsce, gdzie wg mnie powinny odjeżdżać matatu do mojej wioski, stał tam tylko taki z napisem Nakuru. Kiedy dopytałam o te do Nyahururu pan ochoczo wypisał mi bilet i kazał wsiadać. Niestety przykro się to skończyło, bo zajechałam do Nakuru i miły pan wskazał mi kolejny pojazd, do którego powinnam się przesiąść, więc nadrobiłam kawał drogi… to jednak dopiero początek. Znalazłam się więc na całkiem dużym dworcu w Nakuru, gdzie odjeżdżały różne firmy transportowe. Na moje jednak nieszczęście firma, która mnie właśnie obsługiwała nie miała wielkiego powodzenia, więc czekałam ponad godzinę aż znajdą się inni pasażerowie. Jako, że oprócz mnie był tam tylko jeden inny człowiek, w końcu matatu nie pojechało wcale, a ja zostałam przekazana do innej firmy. W tym momencie odjechaliśmy całkiem szybko, ale nie zajechaliśmy za to daleko. Jakieś 20km od mojej miejscowości coś się zepsuło i wylądowałam na trawce pod przepiękną akacją. Zanim przyjechała po mnie moja obecna gospodyni (Mama Allen) poczekałam sobie trochę. W międzyczasie zaczęło się robić ciemno i wdzięczna byłam kierowcy zepsutego busa, że zdecydował się ze mną poczekać.

Tak więc do mojego nowego domku zajechałam po 7h w podróży – nie licząc 4h wyprawy do ambasady… Jak by to powiedzieli w St Martinowym office’ie: „dizasta!”. Przynajmniej jednak jestem bogatsza o wiele doświadczeń i z pewnością następnym razem pójdzie sprawniej!

Po dwóch dniach w korkach, zgiełku, hałasie i tłoku oraz dłuuuuuugiej podróży, ucieszyłam się powrotem. Good to be back 🙂

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 139,690 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Wrzesień 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lip   Paźdź »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930  
%d blogerów lubi to: