Sens cierpienia

Dziś mój dzień naznaczony cierpieniem. Takim małym, malutkim, przez małe c. Może nawet zbyt małym, by nazywać to cierpieniem – w końcu to tylko ból brzucha. A jednak musiałam wyjść wcześniej z pracy… a jednak nie byłam w stanie nic zrobić i zaległam w łóżku na kilka godzin, nie mogąc nawet zasnąć… a jednak na swój malutki sposób cierpiałam…

Po jakimś czasie, przypomniałam sobie o tym, że cierpienie można za kogoś ofiarować. Pomyślałam o mamie mojej przyjaciółki, u której niedawno wykryto złośliwego raka. Powiedziałam Panu Bogu, że skoro już musi mnie boleć, to niech On przemienia to wszystko w łaskę. I wiecie co?… Nie, nie przestało mnie boleć. Wręcz przeciwnie. Ale im bardziej bolało, tym gorliwiej się tym modliłam. Nie było mi lepiej tak po ludzku, ale gdzieś w głębi duszy było zupełnie inaczej. Nagle cierpienie zaczęło mieć sens. Jak mówił Szymuś, wszyscy jesteśmy maszynkami do przerabiania zła w dobro i cierpienia w łaskę.

W czwartek nasze postakademickie rozważania na temat cierpienia. Pomyślałam sobie, że warto…

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,023 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Marzec 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lu   Maj »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  
%d blogerów lubi to: