Martyria

Martyria znaczy świadectwo. Dziś chyba nam ich brakuje. Kilka słów ode mnie za natchnieniem Romka:

Ciężko jest głosić Jezusa pośród tych, którzy słyszeli o Nim od urodzenia. Ciężko jest mówić o miłości Boga, tym, którzy od dziecka bali się Go, bo był tym, który za grzechy karze i w każdej chwili może nam coś odebrać. Ciężko jest tłumaczyć tym, którzy każdej niedzieli grzecznie stawiają się w kościele i w piątki nie jedzą kiełbaski i wydaje im się, że to wystarczająco, by Bóg nie zawracał im głowy w ich życiu. Ciężko jest głosić prawdę tym, którzy widzą Boga na ustach ludzi, którzy dopuścili się krzywdzenia innych. Ciężko mówić o świętości tym, którym świętość kojarzy się z byciem grzecznym i podporządkowanym lub szaleńcem nieprzystającym do naszych czasów…

Wiem, że ciężko, bo wiele lat musiało upłynąć zanim zrozumiałam jedną prostą i oczywistą rzecz – że Bóg jest DOBRY, że On mnie naprawdę Kocha (przez duże K!) bardziej niż ktokolwiek na świecie, że naprawdę zapomina całkowicie o moich grzechach, że każdego dnia tęskni za mną jak najlepszy przyjaciel po długiej rozłące. Wcale niełatwo było mi pojąć, że Jezus przyszedł na świat, „aby owce miały życie i miały je w obfitości” i że być owcą, to nie stać w szeregu nie mając własnego zdania i pomysłu na życie, ale biegać w wolności po pięknych łąkach, wiedząc, że jest Ten, który czuwa nad każdym krokiem. Z wielką trudnością przyszło mi zrozumienie, że ja nie muszę nic robić, żeby zasłużyć na zbawienie, bo On już mnie zbawił (!) i że tylko z taką perspektywą mogę naprawdę kochać jak przyjaciel, a nie próbować pracować jak sługa. Niełatwo było mi wyobrazić sobie, że On daje prawdziwą wolność, a nie odbiera ją, czekając na każde moje potknięcie.

Był moment w moim życiu, kiedy myślałam, że Bóg absolutnie o mnie zapomniał, że zabrał mi to,  o co błagałam Go, żeby mi nie zabierał. Nie mogłam widzieć jasno, bo patrzyłam ciągle przez łzy. Nie mogłam pozbierać się ze sobą, a co dopiero z Bogiem… dziś kiedy patrzę z perspektywy, nie mogę przestać Bogu dziękować, że tak a nie inaczej poprowadził moje życie i codziennie rano budzę się, mówiąc „dziękuję Ci Panie za kolejny piękny dzień”. Nie wiem co mi odwróciło tę perspektywę, bo dziś to wszystko się rozmywa. Może rekolekcje ignacjańskie – zapewne tak. Może bywanie częściej na Eucharystii (zupełnie nie z powodu Pana Boga) – na pewno. Może kilka ważnych słów wypowiedzianych z ambony w odpowiednim momencie – z pewnością. Może ludzie, którzy w okół mnie patrzyli we właściwym kierunku – pewnie też… ale tak naprawdę wszystko to byłoby bez znaczenia gdyby nie Duch, który ani przez chwilę nie przestał walczyć o moją duszę.

I cóż ja mam powiedzieć tym z Was, którzy jeszcze tego nie widzicie? Może tylko tyle, że ja się ciągle za Was modlę, bo to nie słowa, ale łaska od Niego może otwierać oczy i serca. Już ja bym tak bardzo chciała, żeby nastała Jedna Owczarnia i Jeden Pasterz!

Za każdą chwilę mojego życia – Chwała Panu!

Amen.

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,023 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Czerwiec 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  
%d blogerów lubi to: