Maturalne wspomnienia

Dzisiaj dokładnie o 9.50 minęło 6 lat od mojej ustnej matury z polskiego. Pamiętam to tak dokładnie, bo dzisiaj obchodzimy 6 rocznicę śmierci prof. Janusza Roszkowskiego. Był prawdziwym nauczycielem przez duże N. Może nawet nie nauczycielem, ale wychowawcą. On po prostu kochał swoich uczniów! Dzisiejszy wpis niech będzie hołdem jego pamięci. Myślę, że każdy kto go znał (a na pogrzebie naprawdę były tłumy!) poprze mnie w tej inicjatywie.

Historia zaczęła się właśnie 21 maja 2002 roku ok 9.00, kiedy to czekałam przed salą na ustny egzamin z wspomnianego polskiego. Humanistyczne przedmioty nigdy nie były moją mocną stroną, ale nie denerwowałam się za bardzo, bo mieliśmy opracowane wszystkie pytania. Nasza polonistka co prawda za mną nie przepadała, ale w komisji miał być właśnie prof. Roszkowski – dusza naszej szkoły (również wice dyrektor) i wiedziałam, że co by się nie działo, to on nie pozwoli nas skrzywdzić. Oczekiwaliśmy więc w gronie nieszczęśników, którzy nie dostali piątek z pisemnego, na swoją kolej, kiedy podeszła do nas nasza polonistka i oznajmiła głosem zupełnie pozbawionym wzruszenia: „będziecie musieli trochę poczekać, bo zmarł dyrektor Roszkowski i musimy wam znaleźć zastępstwo do komisji”… Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Jak to się mogło stać?? Przecież jeszcze wczoraj biegał po szkole w pełni sił! A dzisiaj po wylewie… Poszłam z koleżanką na długi spacer wokół szkoły, nie kryjąc łez. Zupełnie nie mogłyśmy dojść do siebie. Wkrótce jednak znaleziono nam zastępstwo i trzeba było wejść na salę. Usiadłam przy ławce, gdzie można było chwilę przygotować się do odpowiedzi i bezskutecznie próbowałam myśleć o wylosowanym zestawie. Kiedy poproszono mnie do stolika komisji, miałam pustkę w głowie, ale skupiając resztki sił odpowiedziałam na pytania. Okazało się, że na pytanie z gramatyki odpowiedziałam źle. Zupełnie zbita z tropu usiłowałam sobie przypomnieć opracowane pytanie – wszystko się zgadzało. Powtórzyłam więc swoją odpowiedź, pewna, że komisja źle mnie zrozumiała. Nadal jednak było nie tak. Okazało się chwilę później, że dokładnie wtedy kiedy wchodziłam na salę, do szkoły przyszła siostra Andrzeja (polonistka) i powiedziała wszystkim zgromadzonym, że zauważyła błąd w jednym z naszych pytań z gramatyki… to się nazywa pech! Wyszłam z sali egzaminacyjnej mocno przybita. Szybko jednak zapomniałam o polskim i myślami wróciłam do mojego ulubionego nauczyciela, który dopiero co nas opuścił. Odpuściły mi nerwy, więc zalałam się łzami. Ciągle płacząc, pobiegłam do pokoju, gdzie rodzice przygotowywali kanapki, żeby napić się gorącej herbaty. Kiedy któraś z mam zobaczyła, że płaczę, bardzo przejęła się moim stanem: „ojej, co się stało? źle poszło? nie martw się, to tylko matura, nic wielkiego. na pewno będzie dobrze”. Powoli zaczęłam kojarzyć o czym ona do mnie mówi: „matura? jaka matura? mój dyrektor zmarł!”. Dzień zakończył się ogłoszeniem wyników – jedyna 3 w mojej klasie – którymi w ogóle się nie przejęłam.

Szkoda, że Pana wtedy nie było, profesorze Roszkowski – ten dzień wspominałabym na pewno zupełnie inaczej – ale wierzę, że jest Pan teraz w lepszym świecie. Niech Pan czasami szepnie słówko dzisiejszym nauczycielom, bo takich jak Pan, to dzisiaj ze świecą szukać!

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

  • Galeria zdjęć

  • Znajdź coś dla siebie

  • archiwum

  • Statystyki

    • 135,023 odwiedzin od 16.01.2010
  • Kalendarz

    Maj 2008
    Pon W Śr C Pt S N
    « Kwi   Czer »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
%d blogerów lubi to: